Józef Szerszeń ma sto lat

Sto lat_Józef Szerszeń_1

Do elitarnego grona mieszkańców Bielska-Białej, którzy ukończyli 100 lat, dołączył Józef Szerszeń. Z okazji tak szacownego jubileuszu bielszczanina odwiedzili z gratulacjami i życzeniami przedstawiciele bielskiego samorządu wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Bielska-Białej Piotr Ryszka i dyrektor Biura RM Danuta Brejdak.
Jubilat jest człowiekiem bardzo wesołym i w doskonałej kondycji. Jak sam podkreśla, pamięta wszystko od 5. roku życia. Jego ulubioną zupą był i jest żurek. Strzyc chodził się zawsze do fryzjera naprzeciw hotelu Prezydent. Swoją historię z motoryzacją rozpoczął od Komarka, a nawet dwóch, by później przesiąść się do samochodu, a gdy już skończył lat 80, zaczął podróżować skuterem.
Józef Szerszeń podkreślał, że w życiu trzeba mieć plan i cel, do którego się dąży. Jubilat jest otoczony opieką licznej rodziny i doskonale zorganizowany – o czym najlepiej świadczy trzy stronicowy życiorys, który przygotował na spotkanie z gośćmi.
Oto tylko kilka fragmentów: Urodziłem się 8 maja 1922 roku w Izdebkach woj. Podkarpackie. Uczęszczałem do Szkoły Podstawowej w Izdebkach. Już w wieku 13 lat zacząłem pracować. Jak miałem 15 lat przyjechałem do Bielska, gdzie był mój brat Władysław, i pracowałem w prywatnym zakładzie mięsnym. Jednak ta praca była dla mnie za ciężka i po 6 miesiącach zrezygnowałem. Potem przez jakiś okres pracowałem w na gospodarstwie w Komorowicach, a następnie w zakładzie cukierniczym w Bielsku.
W 1937 roku wróciłem do Izdebek w rodzinne strony. Gdy w 1939 r. wybuchła II wojna światowa, młodzież wysyłali do Niemiec na duże gospodarstwa do pacy. Ja pojechałem w lutym 1940 r. Trafiłem do dobrej rodziny, gdzie traktowali mnie jak syna i miałem się dobrze. Tam też poznałem Annę Wójcik, z którą wziąłem ślub. W kwietniu 1945 urodził nam się syn Piotr. W krótkim czasie wróciliśmy do Polski.

Jubilat po wojnie zamieszkał w Bielsku. Pracował w kopalni Silesia. Na świat przyszli kolejni jego synowie. Niestety w 1965 roku w wieku 42 lat zmarła jego żona. Został sam z piątką dzieci.
Najmłodsi mieli 5 i 6 lat. Pracowałem na nocną zmianę na kopalni, a w dzień zajmowałem się dziećmi. Długo tak nie mogłem funkcjonować. Dobra sąsiadka poznała mnie ze swoją koleżanką Emilią, która zgodziła się wyjść za mnie i wzięliśmy ślub - wspomina jubilat.
Józef Szerszeń doczekał się 15 wnuków i 19 prawnuków.


JacK

 

fot. Jacek Kachel Wydział Prasowy UM w BB